Wielce szanowany The Edge
19-01-2011Kolejna historia z cyklu fero-przygód. Główni bohaterowie to daleka znajoma, nazwijmy ją Ewą oraz wielce szanowany The Edge. Ewę zapoznałem jakieś dwa lata temu. Od tamtej pory kontaktowaliśmy się przez skype, a widzieliśmy się w sumie ze trzy razy. Nasze rozmowy często zahaczały o seks. Wszystko w sferze żartów: ja nakłaniałem, ona odmawiała, wymawiając się związkiem na odległość z jakimś nieznanym mi obcokrajowcem. Przy poprzednich spotkaniach Ewa trzymała się na dystans. Próby zamienienia żartów w coś poważniejszego dusiła w zarodku. Aż nadszedł dzień, w którym do akcji wkroczył The Edge. Spotkałem się z Ewą po raz czwarty w historii naszej znajomości. The Edge trafiło ją w samo centrum erogennej sfery umysłu i zaczęło się… Maślany wzrok to mało powiedziane. Dziewczyna dosłownie zatracała się, wpatrując się we mnie jak w obrazek. Ocierała się, poszturchiwała i kładła głowę na moim ramieniu. Werbalnie też się nie ograniczała. Jak z rękawa sypała tekstami typu: „tak się nam fajnie rozmawia, może przelecimy jeszcze jeden temat?” albo „ty to zawsze wsadzisz mi do głowy jakiś dobry pomysł”. O ile dobrze pamiętam – a pamięć jednak ulotną jest – to przy wcześniejszych spotkaniach byłem uzbrojony w Chikarę lub BTB. Nie twierdzę, że The Edge ma większą moc, bo doświadczyłem potężnych efektów zarówno BTB, jak i Chikary. Historia z Ewą udowadnia co innego. Otóż, skuteczność różnych feromonów w dużej mierze zależy od indywidualnych predyspozycji. Jedną dziewczynę uwiedzie BTB, drugą PHX, a jeszcze inną The Edge. Jeśli zatem upatrzyłeś sobie konkretny cel, to nie zawahaj się sprawdzić, które fero pozwoli Ci najszybciej go zdobyć.
