Androstenol w atmosferze

Kiedy używasz feromonów któryś rok z rzędu, nakładanie ich staje się dla Ciebie czynnością mechaniczną. Budzisz się rano, myjesz zęby, nakładasz feromony. Oddychasz androsteronem. Z czasem można przyzwyczaić się do sympatycznych reakcji ludzi i zapomnieć, że część z nich to zasługa chemii organicznej, którą czerpiesz z małej buteleczki, w tym androstenolu właśnie, którego głównym zadaniem jest zmienianie Twojego otoczenia na przyjazne i otwarte.

Niedawno miałem przeprowadzkę. Flakony z feromonami umieściłem w jednym z kartonów i rozstawiając rzeczy w nowym mieszkaniu, nie wyjąłem ich od razu, wraz z pozostałymi artykułami pierwszej potrzeby. Niedługo potem w moim tzw. miejscu pracy zaczął dominować jakiś dziwny, mniej fajny niż zazwyczaj nastrój. Złożyłem to jednak na karb zmiennej pogody, nie podejrzewając, że to po prostu androstenol ulatniał się z mojej odzieży.

Dopiero po jakichś trzech tygodniach wróciłem do zbożnego obyczaju stosowania feromonów. Na początku nie skojarzyłem, że nagłe ocieplenie stosunków w robocie ma związek z porannym BTB. „O co chodzi” – zachodziłem w głowę, kiedy trzeci dzień z rzędu koleżanki częstowały mnie jakąś bombonierą, krakersami albo wypiekami własnymi. Do tego powrócił temat wspólnego piwa, na które umawialiśmy się od dłuższego czasu. I w końcu mnie olśniło! Tak oto objawiał się powrót androstenolu do atmosfery. Poczułem się dokładnie tak, jak w początkowym okresie przygody z feromonami. „Wow!” – myślałem sobie. – „To naprawdę działa” :) Jak zupełny świeżak zachwyciłem się mocą androstenolu i tym, jak bardzo może on umilić życie, nie tylko temu (choć przede wszystkim), kto je stosuje, ale całemu otoczeniu, które go wdycha.

Zostaw odpowiedź

Powered by WP Hashcash